Boston Tea Party było czymś więcej niż tylko protestem. To była iskra, która zapaliła lont prowadzący prosto do rewolucji. Wrzucając do portu setki pudełek herbaty, aktywiści kolonialni rzucili wyzwanie monopolowi Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, a co za tym idzie, władzy Korony. Londyn nie wysłał ostrzeżenia. Wysłał karę.
W 1774 r. parlament odpowiedział ustawami przymusowymi. Koloniści nazywali je Czynami Niedopuszczalnymi. Nazwa ta utknęła, ponieważ środki miały na celu nie tylko spłatę długu, ale także stłumienie oporu kolonialnego. Celem było odizolowanie Massachusetts i uczynienie Bostonu przykładem dla innych.
Zamknięcie portu
Pierwszy cios trafił w portfel. Parlament zamknął port w Bostonie do czasu zapłaty za zniszczoną herbatę. Nie była to kara symboliczna. To była blokada gospodarcza.
Boston był zależny od handlu. Eksportowano ryby, drewno i solone mięso; importowano cukier, melasę i wyroby przemysłowe. Zamknięcie pirsów oznaczało dla niektórych głód, a dla wielu kupców bankructwo. Ból ekonomiczny był natychmiastowy. Zmusiło sąsiadów, wcześniej podzielonych w kwestii niepodległości, do zjednoczenia się przeciwko wspólnemu wrogowi: Królewskiej Marynarce Wojennej, która strzegła wejścia do portu.
Pozbawienie Massachusetts praw politycznych
Potem przyszło zduszenie polityczne. Ustawa rządu Massachusetts pozbawiła kolonię praw. Zakazano organizowania wybieralnych zgromadzeń miejskich. Gubernator mianowany przez króla otrzymał nieograniczoną władzę. Sędziowie zostali mianowani przez Koronę i chronieni przed lokalnymi ławami przysięgłych.
To był szok dla systemu. Przez dziesięciolecia Massachusetts funkcjonowało przy wysokim stopniu samorządności. Nagłe pozbawienie tej autonomii zostało odebrane jako naruszenie tradycyjnych praw Anglików. Oznaczało to, że żadna kolonia nie była bezpieczna przed nadmiernym wpływem parlamentu. Jeśli Massachusetts mogłoby stracić swój statut, to samo może zrobić Nowy Jork, Wirginia czy Pensylwania.
Rozmieszczenie żołnierzy
Ustawa o stacjonowaniu wojsk rozszerzyła poprzednie przepisy. Zezwalało brytyjskim żołnierzom na kwaterowanie w budynkach publicznych, a jeśli były pełne, w domach prywatnych. Nie chodziło o wygodę żołnierzy. Chodziło o obecność.
Widoczna okupacja wojskowa zamieniła każdy róg ulicy w potencjalny punkt zapalny. Napięcie wzrosło. Starcia stały się bardziej prawdopodobne. Wpływ psychologiczny był tak samo ważny jak wpływ logistyczny. Koloniści żyli teraz na muszce, prawnie zobowiązani do zapewnienia mieszkań swoim okupantom.
Pierwszy Kongres Kontynentalny
Nie tylko Massachusetts było rozgniewane tymi czynami. Niepokoili wszystkie trzynaście kolonii. Strach był powszechny: jeśli parlament mógł zniszczyć rząd jednej kolonii, mógłby zrobić to samo z każdą inną.
To wspólne zagrożenie wymusiło współpracę, która wcześniej pozostawała nieosiągalna. Delegaci z dwunastu kolonii (Gruzja pozostała w domu) zebrali się w Filadelfii we wrześniu 1774 roku. Nazwali to Pierwszym Kongresem Kontynentalnym.
Kongres początkowo nie wzywał do niepodległości. Chcieli skoordynowanej reakcji. Wydali deklarację praw i skarg. Zgodzili się na bojkot brytyjskich towarów. Te naciski ekonomiczne sprawią, że koszt ucisku będzie większy niż korzyści z kontroli.
Ale czyny niedopuszczalne przekroczyły granicę. Zamienili spór o podatki w walkę o polityczne przetrwanie. Przygotowano scenę do bitew pod Lexington i Concord, które miały miejsce zaledwie osiem miesięcy później.
„Akty przymusu zjednoczyły kolonie w sposób, jakiego nie udało się osiągnąć przez lata różnorodnych protestów”.
Na tym polegała tragedia Boston Tea Party





















